Mestia i droga do Ushguli

Zaczęliśmy od śniadania. Śniadanie przypominało raczej stół zasatwiony dla dwudziestu chłopa i to na dwa dni. Placki, podobne do naszych racuchów, chaczapuri, kefir włąsnej produkcji, sok z wiśni własnej produkcji, sałatki, ryż z koperkiem, chleb, ser i pewnie jeszcze parę rzeczy o których zapomniałem.

Sama Mestia jest naprawdę imponująca. Miasteczko jest bardzo zadbane i ewidentnie dużo pieniędzy z UNESCO zostało tam zainwestowane. Na szczęście nie całe miasteczko jest odrestaurowane pod linijkę przez co nie staje się sterylne. Tu i ówdzie nadal widać rozpadające się resztki starej, kilkusetletniej zabudowy, co ładnie kontrastuje z odrestuarowanym centrum miasteczka.

Na szczególną uwagę zasługuje gruzińskie podejście do dzieci, które w Svaneti ma dodatkowe natężenie. Za noclegi się nie płaci, malcziki są futrowane pokarmem do granic oporu a jakiekolwiek przejawy chęci zapłaty spotykają się z żywą gestykulacją i odmowami. Oczywiście dzieci mogą robić co chcą a zwracanie im uwagi powoduje dezaprobatę Gruzinów.

Muzeum etnograficzne w Mestii również zasługuje na osobną wzmiankę. Nowoczesny budynek i wspaniałe świeckie i sakralne eksponaty dzięki którym łatwo jest zapoznać się z historią Svaneti. Poświęcę temu już osobny wpis kiedy będę miał szansę usiąść do komputera.

Nad Mestią widnieje piękny szczyt z krzyżem jak na Giewoncie a nasz sąsiad ze Słowenii powiedział, że wjechał na niego swoim autem. Nie mogliśmy pozostać dłużni i też musieliśmy spróbować. Szczyt góruje jakieś 700-800 metrów nad Mestią i prowadzi na niego malowniczy terenowy szlak. Bez napędu na cztery koła ani rusz. Potoki, skały i wąskie ścieżki nad przepaścią z przechyłami auta, w każdym bądź razie nie jest to zabawa dla ludzi o słabych nerwach. Po powrocie obrobię filmy, które lepiej oddadzą trasę, teraz kilka zdjęć ze szczytu.

Uszba schowała się za chmurami.

 

Powyższe zdjęcie to już element trasy do Ushguli czyli najwyżej położonej, na stałe zamieszkanej, osady w Europie. Droga jest piękna i najlepiej przedstawi ją film. Można ją spokojnie przejechać samemu, Gruzini pokonują ją zwykłymi autami choć ja zalecałbym jednak terenówkę. Są elementy gdzie zwiększony prześwit naprawdę się przydaje a jeśli spadnie trochę deszczu to pewnie i napęd na cztery koła się przyda. W każdym bądź razie 46 kilometrów do Ushguli zajęło nam 3 godziny.

 

 

 

Tuż przed zmrokiem dotarliśmy do Ushguli i łamanym rosyjskim skontaktowaliśmy się z poleconym nam gospodarzem Rezą.

 

This entry was posted in Mestia, Svaneti, Ushguli and tagged , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s